"Głos Ziemi Cieszyńskiej" w ŚBC

Data aktualizacji: 2012-02-13 13:20:49

 

 

 

"Głos Ziemi Cieszyńskiej"

nr 1 z 1 października 1955 r.

Nareszcie własne pismo! Rozpoczynamy wydawanie własnego, regionalnego pisma, nawiązując do tradycji postępowej prasy polskiej, ukazującej się na przestrzeni ostatnich stu lat na naszej Ziemi Cieszyńskiej. Zdobywając się na tę decyzję, zdawaliśmy sobie dokładnie sprawę z szeregu trudności, jakie czekają nas na tej drodze. Bardzo krótki bo zaledwie kilkunastodniowy termin, nie odstraszył nas jednak od raz powziętego zamierzenia. I oto leży przed Wami pierwszy numer „GŁOSU ZIEMI CIESZYŃSKIEJ". Pismo nasze ma na celu służenie najżywotniejszym sprawom naszego rolniczego regionu. Ma być dla wszystkich mieszkańców powiatu cieszyńskiego nie tylko informatorem, ale i doradcą. Będziemy je stale ulepszać, podnosić na wyższy poziom. Lecz, aby ten cel osiągnąć nie obejdziemy się bez pomocy Czytelników. Pomoc ta polegać będzie w pierwszym rzędzie na utrzymywaniu żywego kontaktu z redakcją. Wydając nasze pismo mieliśmy na uwadze nie tylko przyszłość, ale także i przeszłość naszej Ziemi Cieszyńskiej. „GŁOS ZIEMI CIESZYŃSKIEJ" ma na wąskim odcinku realizować te zadania, które przyświecają całemu naszemu narodowi. Pragniemy jednocześnie, aby periodyk cieszyński stał się rzecznikiem naszych spraw, naszych pragnień, aby przebijało w nim to wszystko- co drga prawdą o naszym regionie, o tym wszystkim, co nas nurtuje, co nas cieszy i boli. Trudny początek jest już poza nami. Teraz zabierzmy się do wspólnej pracy, by „GŁOS ZIEMI CIESZYŃSKIEJ" stał się naprawdę pismem Waszym — pismem Wam bliskim i drogim.

  

 

 

Na podstawie licencji udzielonej przez „Prasę Beskidzką” Książnica Cieszyńska przystąpiła w lutym 2012 r. do publikowania w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej cyfrowych kopii „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”, najważniejszego tytułu prasowego, jaki w okresie powojennym ukazywał się po polskiej stronie Śląska Cieszyńskiego. Gazeta dostępna jest w formacie DjVu, wyposażonym w warstwę tekstową, wygenerowaną przy użyciu programu FineReader, co zapewnia możliwość przeszukiwania jej treści i uzyskiwanie wyników kwerend na blisko stuprocentowym poziomie trafności. Posługiwanie się cyfrowymi kopiami „Głosu” ułatwia komasacja ich numerów w ramach kolejnych roczników gazety, z których każdy zaopatrzony jest w system zakładek umożliwiających nawigację pomiędzy poszczególnymi wydanymi w danym roku numerami.

 

Publikowany od 1955 r. „Głos Ziemi Cieszyńskiej”, jakkolwiek w okresie PRL-u stanowił jedno z narzędzi komunistycznej propagandy, a na jego łamach pojawiały się przesycone nowomową, rytualne „oficjałki”, posiadał wybitnie regionalny charakter, odróżniający go od pozostałych wydawanych w PRL-u gazet, które regionalnymi były tylko z nazwy. „Głos”, współtworzony przez środowisko miejscowych regionalistów, obszerne miejsce rezerwował dla tekstów odnoszących się do dziejów i kultury Śląska Cieszyńskiego, systematycznie, wszechstronnie i szczegółowo dokumentując także współczesne życie kulturalne regionu. Na łamach gazety wyniki swoich badań ogłaszali najbardziej znani miejscowi historycy i etnografowie. Swoje utwory publikowali tu także cieszyńscy literaci. W „Głosie” odnaleźć można także wiele wspomnień, pamiętników i relacji świadków historii. Obecnie archiwalne numery „Głosu” stanowią więc nie tylko źródło historyczne, niezbędne wszystkim badaczom podejmującym tematykę powojennych dziejów Śląska Cieszyńskiego (por.: tekst w ramce), ale też skarbnicę oryginalnych opracowań historycznych, tekstów folklorystycznych czy literackich.

 

 

 "Głos Ziemi Cieszyńskiej" w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej dostępny jest pod adresem:
http://sbc.org.pl/dlibra/publication?id=38273&tab=3

 

 

Poniżej zamieszczamy próbkę tego, co znaleźć można na łamach archiwalnych roczników „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. Rzecz dotyczy wydarzeń, jakie miały miejsce w Skoczowie, jesienią 1956 r., a więc kilka miesięcy po stłumieniu antykomunistycznego powstania w Poznaniu i po „polskim październiku”, w rezultacie którego I sekretarzem KC PZPR został Władysław Gomułka, a cały kraj żył nadzieją na „odnowę”. W tym kontekście skoczowski incydent trudno uznać za chuligański wybryk, jak przedstawiać zdaje się go zamieszczona w „Głosie” relacja. Niestety, informacji o całym wydarzeniu próżno szukać we współczesnych opracowaniach historycznych. Być może wiedzy na jego temat dostarczyć mogłaby kwerenda w archiwach pozostających w gestii IPN. Ale może żyją jeszcze świadkowie szturmu na skoczowski posterunek MO i zechcą się swoimi wspomnieniami podzielić? W każdych razie, zainteresowanych losem osób, które przy tej okazji aresztowano odesłać należy do kolejnych numerów „Głosu”…

 

CHULIGAŃSKI NAPAD NA POSTERUNEK MO W SKOCZOWIE


Już we wczesnych godzinach wieczornych dnia 14 listopada wrzało wśród miejscowych chuliganów. Wódka, która była jedynym trunkiem dnia, zmąciła młode umysły do tego stopnia, że zaczęto nieodpowiedzialne okrzyki, zaś zachowanie niektórych wymagało niezwłocznej interwencji MO. Dla utrzymania spokoju i zapobieżenia wiszącej w powietrzu awantury, zatrzymani zostali najwięksi „rozrabiacze" w osobach Jana oraz Oskara Kusiów i Franciszka Bojdy ze Skoczowa. Pozornie wszystko ucichło. Dopiero około godziny 22.20 rozpoczął się główny i ostatni punkt chuligańskiego programu. Stanisław Bylica, Stanisław oraz Tadeusz Kargolowie, Paweł Nowoczek oraz Paweł Chwistek ze Skoczowa nagromadzali przed posterunkiem MO kamienie oraz cegły i przy głośnych okrzykach: „rewolucja, hurra na stalinowskich i beriowskich pachołków", rozpoczęli atak na siedzibę MO. Taki stan rzeczy trwał około godzinę. Poważnie uszkodzono drzwi, wybito szyby. Nieodpowiedzialni chuligani planowali „uwolnić" swoich kompanów, uprzednio zatrzymanych przez MO. Wieść o tym wydarzeniu, jak każda jej podobna, lotem błyskawicy rozeszła się wśród społeczeństwa. Ten nieodpowiedzialny do pewnego stopnia prowokacyjny i godzący w spokój publiczny, czyn skoczowskich chuliganów, spotkał się ze zrozumiałym potępieniem społeczeństwa, które wyraża równocześnie głębokie przekonanie, że awanturników spotka zasłużona kara. Nieodpowiedzialni chuligani planowali „uwolnić" swoich kompanów, uprzednio zatrzymanych przez MO. Wieść o tym wydarzeniu, jak każda jej podobna, lotem błyskawicy rozeszła się wśród społeczeństwa. Ten nieodpowiedzialny do pewnego stopnia prowokacyjny i godzący w spokój publiczny, czyn skoczowskich chuliganów, spotkał się ze zrozumiałym potępieniem społeczeństwa, które wyraża równocześnie głębokie przekonanie,. że awanturników spotka zasłużona kara.

„Głos Ziemi Cieszyńskiej”, nr 24 z 22 listopada 1956 r.