Kalendarze, kalendarze….

W piątek 20 grudnia o godz. 17:00 w sali konferencyjnej Książnicy Cieszyńskiej odbyło się spotkanie promocyjne poświęcone regionalnym kalendarzom na rok 2014. Zawartość najnowszych roczników przedstawili ich redaktorzy: Danuta Koenig (Kalendarz Ustroński), Małgorzata Szteler-Furmaniuk (Kalendarz Goleszowski), Otylia Toboła (Kalendarz Śląski), Mariusz Makowski (Kalendarz Cieszyński), Robert Orawski (Kalendarz Gminy Skoczów) i Jan Picheta (Kalendarz Beskidzki). Po imprezie zainteresowani mieli możliwość nabycia interesujących ich wydawnictw po atrakcyjnych cenach.

Piękna tradycja wydawania polskojęzycznych kalendarzy trwa na Śląsku Cieszyńskim już od 1857 r., kiedy to Paweł Stalmach zaczął wydawać swój „Kalendarz Cieszyński dla Katolików i Ewangelików”. Niegdyś były to wydawnictwa będące w powszechnym użyciu. Przez długie lata aktualność zachowywało powiedzenie, że Cieszyniok bez kalendorza je jak farorz bez brewiorza. Swoje kalendarze mieli chłopi, górnicy czy żołnierze. Również dziś wydawanie kalendarzy stanowi o specyfice naszego regionu, będąc jedną z najbardziej pieczołowicie kultywowanych tradycji wydawniczych. Można w nich znaleźć przystępnie napisane opracowania na temat lokalnej historii i wybitnych postaci, wspomnienia, twórczość literacką (także gwarową) czy sprawozdania z działalności regionalnych instytucji. Wprawdzie ostatni rocznik kalendarza zainicjowanego przez Stalmacha wyszedł w 1919 r., także te ukazujące się aktualnie mają nieraz całkiem długą tradycję – pierwszy Kalendarz Beskidzki ujrzał światło dzienne w 1960 r., Kalendarz Śląski ledwie dwa lata później. Kalendarz Cieszyński w 2015 r. obchodził będzie jubileusz trzydziestolecia.

Podczas spotkania w Książnicy Cieszyńskiej każdy z redaktorów starał się przekonać publiczność, że to właśnie jego kalendarz jest najlepszy. Danuta Koenig podparła Kalendarz Ustroński autorytetem wybitnych osobistości, które pisywały doń słowa wstępne – w najnowszym roczniku jest to Jerzy Buzek, redagując kalendarz na rok 2000 próbowano nawet nawiązać współpracę z… papieżem Janem Pawłem II. Tytuł charakteryzuje się rozpoznawalną szatą graficzną, z obowiązkową akwarelą Bogusława Heczki na okładce. Poza typowymi dla kalendarzy artykułami o tematyce historycznej czy kulturalnej, Kalendarz Ustroński wyróżniają teksty o tematyce zdrowotnej, podróżniczej i kulinarnej, rzadziej spotykane w pozostałych wydawnictwach. Tegoroczny tom zawiera spis treści poprzednich pięciu roczników, zbiór kolorowych zdjęć Ustronia autorstwa członków ST „Brzimy” oraz obszerny zestaw informacji na temat partnerskiego miasta Hajdúnánás na Węgrzech. Do Kalendarza Ustrońskiego 2014 należy rekord w kategorii „najmłodszy autor” – a to za sprawą dwunastoletniej Agaty Karolonek, która zaprezentowała w nim swoje dwa teksty. Miłym wyrazem dbałości o szczegóły są krótkie biogramy autorów, zamieszczane pod ich artykułami. Wydawnictwo finansowane jest w całości przez sponsorów i – jak stwierdziła Danuta Koenig – nie ma problemów z ich znalezieniem.

Kalendarz Goleszowski jako jedyny jest wydawnictwem darmowym, w związku z czym wynoszący 1000 egzemplarzy nakład bardzo szybko się wyczerpuje. Ciekawostką jest rozdział „Rozważania na temat”, zawierający dwa teksty o charakterze przemyśleniowym. Inną charakterystyczną cechą periodyku są wątki dotyczące regionalnej przyrody, której poświęcono nawet osobny rozdział (choć zawierający tylko jeden tekst). Podobnie jak Kalendarz Ustroński, periodyk z Goleszowa zawiera relacje podróżnicze oraz obowiązkowo artykuły historyczne i twórczość literacką, a także przegląd wydarzeń z poprzedniego roku. Jako jeden z dwóch regionalnych kalendarzy jest dostępny w internecie – na stronie gminy Goleszów, która w całości pokryła koszty wydania kalendarza.

Kalendarz Cieszyński jest tytułem odwołującym się do długiej tradycji związanej z pierwszym na Śląsku Cieszyńskim polskim kalendarzem Pawła Stalmacha. Nawiązuje do niej nie tylko tytułem, ale również przez wydawcę, którym jest Macierz Ziemi Cieszyńskiej. Jako kalendarz „macierzowy”, każdy rocznik periodyku zawiera sprawozdanie z działalności organizacji. Także wśród prezentowanych sylwetek nacisk położony jest na postacie związane z Macierzą. Przewodniczący kolegium redakcyjnego kalendarza Mariusz Makowski zwrócił uwagę na problemy z pozyskiwaniem zarówno sponsorów, jak i autorów oraz wiążący się z tym duży wysiłek towarzyszący wydawaniu każdego rocznika. Zauważył również, że tematyka Kalendarza Cieszyńskiego nie ogranicza się do samego Cieszyna czy gminy, ale obejmuje cały Śląsk Cieszyński. Najnowszy rocznik charakteryzuje się cyklem artykułów związanych z pierwszą wojną światową, przypominających o setnej rocznicy jej rozpoczęcia.

Kalendarz Śląski wydawany jest przez Zarząd Główny PZKO. By trafił do jak największej liczby odbiorców, dużą wagę przywiązuje się do jego ceny (zaledwie 15 zł) i przystępności. Chcielibyśmy, żeby ten kalendarz był tzw. czytadłem – stwierdziła podczas promocji Otylia Toboła, redaktor wydawnictwa – czyli żeby każdy z czytelników znalazł w nim coś, co go zainteresuje, żeby nie było zbyt naukowo. Potwierdzeniem tych słów jest fakt, że Kalendarz Śląski jako jedyny zamieszcza na swych łamach kącik humorystyczny. Popularną formę nadaje również wydawnictwu imponująca liczba fotografii, którymi okraszone są artykuły. Tematyka tekstów oscyluje głównie wokół Zaolzia i jest typowo „kalendarzowa”. Podobnie jak w przypadku Kalendarza Cieszyńskiego zatroszczono się o informacje z życia instytucji sprawczej. Uwagę zwracają z pewnością wspomnienia Władysława Wilka z czasów drugiej wojny światowej, chociażby z tego powodu, że zajmują… ok. czwartej części całej objętości rocznika. Koszty wydania Kalendarza Śląskiego pokrywają sponsorzy oraz PZKO, który stara się zawsze uzyskać dodatkowe fundusze z pisanego specjalnie na ten cel projektu.

Zadowolenia z najnowszego Kalendarza Gminy Skoczów nie ukrywał Robert Orawski, który stwierdził: Mogę nieskromnie powiedzieć, że nasz kalendarz jest naprawdę świetny i pięknie wygląda. Autorzy postanowili podejść do sprawy nowocześnie – równocześnie z wersją papierową całość została bowiem udostępniona w internecie na stronie Gminy Skoczów. Nie przeszkadza to jednak sprzedaży – jak zapewnił redaktor, z nakładu wynoszącego niecałe 500 egzemplarzy po tygodniu zostało już ledwie sto kilka. Poza artykułami poruszającymi typowe dla kalendarzy tematy uwagę zwraca obszerny rozdział zatytułowany „Tu mieszka X Muza”, poświęcony skoczowskiemu kinu (widniejącemu także na okładce) oraz dyskusyjnemu klubowi filmowemu „Piekiełko”. Co ciekawe, obydwa opracowania w nim zawarte zawierają przypisy. Przypomniano również dwa teksty klasycznych już autorów – fragment „Piękna Ziemi Śląskiej” Gustawa Morcinka oraz „Jak to lisowczycy Strumień i Skoczów zdobyli” Jana Wantuły. Ozdobą kalendarza są reprodukcje obrazów słynnego skoczowskiego malarza Józefa Klimka, akwarele Iwony Korus oraz liczne czarno-białe fotografie.

Ostatni z kalendarzy – Beskidzki – jest wydawnictwem o wyraźnie ponadregionalnym charakterze. Poza artykułami na tematy związane z tzw. „Podbeskidziem” i Śląskiem Cieszyńskim wraz z jego zaolziańską częścią, czytelnik znajdzie w nim teksty poświęcone Żywiecczyźnie. Tematyka jest zróżnicowana – więcej miejsca niż w pozostałych periodykach  poświęcono w nim popkulturze. W tegorocznym Kalendarzu Beskidzkim przeczytać można cztery wywiady, m.in. z Renatą Przemyk oraz kilka tekstów o sukcesach sportowych Bielszczan. Sporo miejsca poświęcono też sztuce. Wśród opracowań historycznych uwagę zwraca cykl podsumowujący 25 lat po transformacji ustrojowej w regionie. Kalendarz Beskidzki jako jedyny wyszedł w całości w kolorze. Ciekawostką jest zupełny brak twórczości literackiej, obecnej w pozostałych tytułach. Wydawcą periodyku jest Stowarzyszenie Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia. Na dobry poziom kalendarza przełożyło się wsparcie licznych sponsorów, z czego podczas spotkania tajemnicy nie robił redaktor Jan Picheta, stwierdzając: Cała sztuka w wydawaniu kalendarza to tak prawdę powiedziawszy polega na zdobywaniu pieniędzy, natomiast wszelkie inne niuanse to są już pochodne. Kalendarz Beskidzki jako jeden z dwóch – obok Śląskiego – płaci swoim autorom, w związku z czym – jak dodał Picheta – Nie ma problemów z autorami. W tym roku zebrałem może ze 100-150 tekstów, nie liczyłem. Będę musiał się za to zabrać, podczas pracy nad następnym kalendarzem. Tak sądzę, że mamy materiału na kolejne dwa. Poza samym kalendarzem ukazał się również dodatek – zeszyt zawierający wybór przepisów kulinarnych Emilii Kołder (1900-1974), pochodzącej z Zaolzia autorki znanej książki „Kuchnia śląska”.

Podkreślić należy (i pochwalić), że wszyscy redaktorzy zaprezentowali bardzo wysoki poziom. Można mieć tylko nadzieję, że uda się doprowadzić do tego, by spotkania promocyjne regionalnych kalendarzy na trwałe weszły do kalendarium imprez biblioteki. Niezależnie od wydarzenia, docenić należy fakt ukazywania się w regionie tak bogatej oferty kalendarzy oraz wysiłek wielu osób za to odpowiedzialnych – redaktorów, autorów tekstów i fotografii – działających najczęściej w czynie społecznym, czy w końcu sponsorów, dzięki wsparciu których można wydawać periodyki.

Wojciech Święs