Księdza Szersznika wprawki w polszczyźnie i najstarszy słownik gwary cieszyńskiej*

Zachowana w zbiorach Książnicy Cieszyńskiej pisarska spuścizna ks. Leopolda Jana Szersznika jest niezwykle bogata i wewnętrznie zróżnicowana. Prócz obszernych i znanych opracowań kryje ona mnóstwo niepozornych drobiazgów, które w niejednym przypadku, przy głębszym rozpoznaniu, okazują się nadzwyczaj interesujące i cenne. Do tej kategorii zaliczają się rozsiane w kilku miejscach polskojęzyczne notatki cieszyńskiego prefekta, a wśród nich prawdziwy skarb – najstarszy zidentyfikowany dotąd słownik gwary cieszyńskiej….

Leopold Jan Szersznik był typem XVIII-wiecznego uczonego, polihistora. W obszarze jego zainteresowania leżało wiele, czasem bardzo odległych od siebie, dziedzin wiedzy. Rzecz jasna, nie wszystkie stały się dla niego przedmiotem po­głębionych studiów, czy – tym bardziej – owo­cują­cych obszerniejszymi opracowa­niami i publikacjami badań. Niektórym poświęcał uwagę tylko incydentalnie, na marginesie swoich podstawowych studiów. Na ślad tego rodzaju dociekań na­pro­wadzają nas notatki, które po sobie pozostawił. Większość z nich znajduje się w dwóch kodeksach zatytułowanych Miszellanien von verschiedenen Erfahrungen, Beobachtungen und Bemerkungen zusammen getragen (sygn. DD II 10) oraz Miscellanea (sygn. DD V 36, ). Leopold J. Szersznik odno­towywał w nich rzeczy bardzo różne: począwszy od refleksji, jakie nasunęły mu przeczytane książki, poprzez ekscerpty ze źródeł i literatury, odpisy odnalezionych inskrypcji, ob­serwacje me­teorolo­giczne, spostrzeżenia z odbytych podróży (włącznie ze szczegółowymi informa­cjami o trasie i czasie trwania przejazdu dyliżansem), uwagi na temat uczniów, plotki towarzyskie, aż do wiadomości dotyczą­cych spraw osobi­stych, takich jak dolegliwości zdrowotne, utrata ulubionego kota itp. Niektóre zapiski poczynił jedynie pro memoria, inne – jak mo­żemy się domyślać – ze względów praktycz­nych, jako materiał do przyszłych studiów czy opra­cowań; wszystkie stanowią dzi­siaj niezwykle cenne, a niewykorzystane jeszcze źródło do badań nie tylko nad bio­grafią Leopolda J. Szersznika i jego formacją intelektualną, ale także nad zagad­nieniami, których bezpośrednio dotyczą.

Znajdziemy wśród nich m.in. uwagi, które dzisiaj przypisać należałoby do dziedziny wie­dzy zwanej językoznawstwem. Jakkolwiek nie są one szczególnie liczne, wydają się interesujące. Decyduje o tym język, do którego się odnoszą. Okazuje się otóż, że Leopolda J. Szersznika zainteresowała polsz­czyzna, a więc język, który nie jest na ogół kojarzony z osobą cieszyńskiego prefekta. Mając na uwadze ten ostatni wzgląd, zdecydowaliśmy się przytoczyć owe zapiski in crudo, bez popra­wek i uwspółcześniania pisowni (sygn. DD V 36, s. 5 i 33):

Στεναζω Sienkać, Χονδρος Jąndro. Περδω Peretim. Cudo Kuć Βδω Bzdim. Καρβατιναι Kyrpce. Καραβιον Korab. Agnus Jagnie Boo Beczem. Bos taurus Byk. Ignis Ogiń Sicco Suszą[y?]m. Sipare Sypać. Pollex Palecz. Limax Slimak. Seco Siekać Von Kitay Kiteika. Les Botes Boty. La coureuse Kurwa. Tocca a voi Tyka sie was, Schermare Schermowať […] 

Dať dare. Darowať donare. Gesť edere. Pić bibere. Plakać plangere. Oko oculus. Oczko ocellus Kosć os. Mur murus, Pora par. Pokoy pax. Mini minus. Nas nos Nos nasus. Vas vos. Lewa laeva. Vcho auris. Zemb dens. Twoy tuus. Moy meus. Swoy suus. Nasz nostras. Wasz vestras V. pag. 5.

Mit italianischen übereinkommende:

Siano Sieno. Krzyczym grido. Piuro piuna. Potym dapoi. Galować gallare. Skrabać scarabocchiare.

Jak wynika z powyższych cytatów, Leopold J. Szersznik w sposób, który przynależny wydaje się tzw. etymologii ludowej, starał się na poziomie leksykalnym doszukać podobieństw pomiędzy językiem polskim a greką, łaciną, językami włoskim i francu­skim, a nawet… perskim. Pośród jego notatek natknąć się można bowiem na wypiski z dzieła Williama Burtona Leipsana veteris lingvae Persicae, quae apud priscos scriptores, Graecos et Latinos, reperiri potuerunt (Lubecae 1720), w których greckie i łacińskie tłumaczenia poszczególnych słów zaczerpniętych z języka perskiego Szersznik opatrzył także polskimi przekładami, np. Candys – Kantusch (czyli kontusz?), Cardacer – Kradače (czyli złodzieje?), Spaces – suka, sobaca, Devas – dva (czyli dwa), Madar – Matka, Nau – Nowy, Nam – Miano, neber – Wnuk, Boradar – Bratr (czyli brat), Mah – Miesionc (czyli księżyc), Gast – Gost (czyli gość), Men – moge, Musch – mysz, Dad – dać, Der – Dwirze (czyli drzwi), Schersch – Schescht (czyli sześć), Pagoae –Pachole, Pokoiowy, Palea – Plewy, Giave – Genčmien (czyli jęczmień) Zamen – Ziemia, Rapam – Rzepa, Sane – Swiat (sygn. DD V 36, s. 22-23).

Niestety, powyższe notatki nie zostały opatrzona komentarzem, który objaśniałby ich genezę i nie sposób obecnie ustalić, co zainspirowało autora do ich sporządzania. Pewnych poszlak dostarcza nam tylko jeden z wątków spisanej w 1803 r. autobiografii ks. Szersznika, który wspominając pobyt w jezuickim kolegium w Brzeźnicy, przywołał swoje zmagania z klasycznym językiem greckim. Napotkać miał tam bowiem nauczyciela greki, który, będąc wielkim entuzjastą tego języka, codziennie podawał uczniom zestaw nowych słówek do zapamiętania. Ich znajomość zaś utrwalana była w każdą sobotę w drodze powtarzania. Pamięciowe opanowanie słownictwa, pozbawionego jakiegokolwiek spajającego je logicznego związku, nastręczało cieszyńskiemu nowicjuszowi sporo problemów, stąd też na własny użytek zaczął poszukiwać podobieństw wskazanych przez nauczyciela wyrazów do znanych mu słów w innych językach, a następnie tworzyć oparte na tego rodzaju skojarzeniach konstrukcje logiczne, które miałyby łatwe do zapamiętania znaczenie. Metoda ta okazała się nadzwyczaj skuteczna i, jak zauważył pisząc po latach swoją autobiografię, do tej pory nie zapomniał znaczenia ani jednego z tak wyuczonych słów, podczas gdy słowa, do których w innych językach nie znalazł podobnie brzmiących wyrazów, wypadły mu z głowy.

Anegdotka ta służyć nam musi za jedyne wyjaśnienie powodów, dla których w bardzo już dojrzałym wieku ks. Szersznik wracał do wykształconego w latach młodości nawyku i nadal poszukiwał podobieństw pomiędzy słowami przynależnymi do różnych języków. Być może zresztą czynność ta miała nie tylko hobbystyczny wymiar i odkrytą niegdyś przez siebie metodę zapamiętywania obcojęzycznych słów gimnazjalny prefekt stosował także w swojej praktyce dydaktycznej, a sporządzane ad hoc słowniczki miały mu w tym pomóc? Pewne jest, że zapiski te potwierdzają zamiłowanie Leopolda J. Szersznika do filologii, wykazywane już ponoć w czasie edukacji w cieszyńskim gimnazjum, kiedy to szczególne postępy czynić miał w tej właśnie dziedzinie. W wieku dojrzałym owe zainteresowa­nia za­owocowały autorstwem dwóch podręczników do nauki języka łacińskiego, którego roli w procesie dydaktycznym Leopold J. Szersznik był gorą­cym orędownikiem i obrońcą. Łacinę znał też bodaj najlepiej. Nauczył się jej jesz­cze przed wstą­pieniem do gimnazjum, pod opieką rodzi­ców, dziadka i guwernerów, którzy łaciną posługiwali się na co dzień. Z relacji samego Leopolda J. Szersznika wiadomo, że jego matka, Joanna Alojzja z Polzerów prowadziła w tym języku kore­spondencję ze swoim bratem. Prawdopodobnie w domu rodzinnym przyszły jezu­ita poznał także podstawy francuskiego, a następnie – już podczas studiów – nauczył się greki i hebrajskiego. Wbrew temu, czego – zważywszy na jego spuściznę pisarską – można by się spodziewać, stosun­kowo późno posiadł znajomość języka niemieckiego. Jeszcze podczas studiów, przygotowując pierwsze publikacje, mu­siał zlecać ich przekład z łaciny. Rów­nież język czeski poznał tylko bier­nie.

Rodzi się w tym miejscu pytanie o znajomość języka pol­skiego. Pośredniej odpowiedzi udzielają nam przytoczone wyżej wyjątki z Miscellaneów, w których pisownia polskich słów odległa jest od jakichkolwiek reguł. Z dużym prawdopodobień­stwem można zatem założyć, iż także literackiej polszczyzny nie opanował Leopold J. Szersznik w stopniu pozwalającym na jej swobodne używanie, przynajmniej w piśmie. Po­twierdzenie owej hipotezy stanowić może fi­glarny wierszyk Jakuba Jasińskiego, który w Miscellaneach zanotowany został przez Leopolda J. Szersznika przy okazji opisywania własnego ogrodu; notabene, warto zadać pytanie o okoliczności, w jakich Leopold J. Szersznik natknął się na ów z czasem niezwykle popularny, ale wówczas przecież jeszcze stosunkowo młody utwór: czy zasłyszał go od któregoś ze swoich galicyjskich uczniów, czy też znalazł w literaturze? Również i ten cytat z szersznikowskich notatek (sygn. DD V 36, s. 32) przyta­czamy w oryginalnym brzmieniu, nie poprawia­jąc błędów pisowni, wyraźnie obciążonej ortograficznymi germanizmami:

Spiew
1.
Chcialo się Zosy iagodek;
Kupić ich za co niemiala,
Jas ich mial pelen ogrodek,
Ale go prosić nie smiala.
2.
Wnet sobie sposob znalasla,
Rankem się zdomu wykradla,
Czychusko przes plot przelazla,
Jasowi wisnie obiadla.
3.
Poznal się Jasio na szkodzie,
Ptaczky to, mowil, zrobiely;
Lecz odtondz w moim ogrodzie
Ptaczky nie będom szkodiely

Bardziej jeszcze wymownym świadectwem niezupełnie udanych zmagań Leopolda J. Szersznika z literacką polszczyzną jest pozostawiony przez niego przekład fragmentów pochodzącej z 62 r. p.n.e. mowy „Pro Archia Poeta”, jaką Cycero wygłosił w sądzie w obronie swojego przyjaciela Aulusa Liciniusa Archiasa, oskarżonego o bezprawne przypisywanie sobie rzymskiego obywatelstwa (sygn. DD VIII 16, k. 263-266, 284). Tekst ów, wchodzący w skład pliku notatek, jakie cieszyński jezuita sporządzał przygotowując się do prowadzenia lekcji, zawiera na 12 stronach quarto łaciński oryginał oracji, przedzielony tłumaczeniami jej kolejnych fragmentów na języki niemiecki oraz polski. Owo niepozorne źródło, zagubione w całej masie szersznikowskich rękopisów i dotąd przez filologów niezauważone, posiada istotne znaczenie dla badań nad językowymi umiejętnościami cieszyńskiego prefekta. Jako jedyny znany obecnie przekaz pozwala bowiem nie tylko oceniać prezentowaną przez Leopolda J. Szersznika znajomość polskiego słownictwa i ortografii, ale także orzekać o jego kompetencjach w zakresie gramatyki języka polskiego, a zatem również o umiejętności konstruowania w tym języku dłuższych wypowiedzi. Zważywszy, że przekład ów być może posłużyć miał autorowi w czasie lekcji, nie sposób powstrzymać się od postawienia pytania o reakcje, jakie wśród uczniów wzbudzać musiały takie oto sformułowania:

Gestliże Sie wemnie niejaka poientnosć k wymownosci znaiduye, Sondzowie! Ktora podle mego zdania iest barzo mala, abo iestlizech sie wni czas nieyaki cwiczyl, czego niezapiram; abo iestllize mie w tey wiecy nauka a pilowani (sic!) grzecznych Vmien, w których sie ia kochal každem czasem, były nieiakom pomocom; tak ten A. Licinius iedziny ma Prawo pożytky ztego wszystkiego sobie przywłaszczač. […] Bo iak neydali mogem wmyslonkach do przeszlych Lat mego żyća wstempowač, a pierwszych czasu Mlodosci moyi Sie vpamientač; znaiduiem, ze on mie nieyenom neypierwszy do tych Vmien chenci dodal, ale i najpierwszy w nich cwiczyl. […] Jeżeli tedy moya rzec, ktora przes iego Pobudzani, a Nauke iest Sposobiona, niekdy komu była uzytečna; zagistie moia iest Powinnosč temu, ktory mie w ten ston inym pomagač, a ie ratowač postawil, podle Moznosci w iego Vcisku był na pomoc. […] Aby ale nad tym, coch mowil zaden przyczyny Sie dziwič niemial, poniewadz vniego ani takowa poientnosč, ani takowa wymownosč, ani takowei nauki wiadomosč Sie nie spatrzuge; ten ma wiedzieč, ze ani ia zawsze tych wiecy niepilowal. […] Albowiem wszyčkie Vmienia ktore ludzkie naturze Som ku ozdobie, nieiakim Společnem zwianzaniem Som ziednocone; a menzy sobom iakwnieiakim powinowactwu stoiom. […] Wszak aby Sie to komu dziwne byt niezdalo : że ia przy prawnem skumaniu, a przy glownym Sondzie, ktory sie przed pretorem Rzimskiego Ludu, naywybornieyszom Osobam, a przed tak przykremi Sondziami dzierzy, i przy tak owym mnostwu Ludu, a Zgromadzeniu, tego sposoba przednieszenia vzywam, ktory nieienom przy takowych sondach, ale i przy pospolitych postempkach nie iest zwyczayny: czemuś was za to żandam abyscie mnie w tey sprawie iedno wiec pozwolili, ktora okolicznosciom oskarzonego iest Sposobna a wam, wam za to nie bendzie; wzlaszcza abych ku Obronie nayzacneyszego Werszowca, a nayvczenszego czlowieka w przytomnosci telo povmieniach zbieglych Osob i dla waszey tych Vmieni Powaznosci, a tandem dla tego temu Sondu przedstawionego praetora nieco wolnieyszey o tychze Vmieniach mowič, a k lepszemu tey Osoby, ktora dla Swego cichego zycia w prawnych przipadkach nie iest powiadoma [słowo nieczytelne], a niezwyczynego Sposobu mowy mial używać. […] Co ieżeli wy mnie [słowo nieczytelne], was na ty Myslonky prziwiedem, że temu A. Liciniusowi miegskie prawo, którego pożywa, nie ienom nie byt odiente, ale i żeby mu, kiedyby go gest [słowo nieczytelne], iusz dawno miało byt dane. […] Tak skoro z mladych Let Archias wystompil, a Sie po nauce tech Vmien, w których Sie Mlodz wyčwiczuye, na pisani Ksieg vdal, najpierw w Antiochyi, skondz rodem ze zacney familie pochodzil, sławnym kiesi i bogatym Miescie, a które wtedy Vmien, a moc učonych Ludzi przebytek bylo; w kratkim czasie tey chwaly doszel; žeby swoyom vmiejentnosčom wszystkie ine przewyszowal.

 Czy lub jak dalece język owego przekładu odbiegał od polszczyzny używanej na terenach Rzeczpospolitej można się przekonać, porównując go z ćwierć wieku wcześniejszym, a zarazem najstarszym drukowanym tłumaczeniem na język polski mowy „Pro Archia Poeta”, autorstwa ks. Adam Tołoczki, który swój przekład zamieścił w wydanym w 1778 r. w Wilnie pierwszym tomie „Mów M. T. Cycerona Na Oyczysty Język Przez … Przełożonych”. Rzecz jest dostępna online w Jagiellońskiej Bibliotece Cyfrowej, nie ma więc potrzeby przytaczania tu całego interesującego nas fragmentu mowy, wystarczy przywołać jej początek, który dobitnie pokazuje różnice pomiędzy polszczyzną Szersznika i Tołoczki: Jeśli co we mnie, Sędziowie, iest rozumu, do którego znam się szczupłości : albo ieśli iakie ćwiczenia w mówieniu, którym, żem się pomiernie bawił , wyznawam : albo ieśli jaki na tę rzecz wzgląd, pochodzący od ćwiczenia się w wyzwolonych naukach y koło onych zabawy, od którey w żadnym życia mojego czasie nie stroniłem : wszystkich tych to rzeczy pożytku ten Archiasz Licyniusz naypierwiey y prawie naysłuszniey wyciagać powinien. Czy z konfrontacji tej ks. Szersznik jako tłumacz wychodzi obronną ręką? Wydaje się, że tak. Pomijając bowiem obecne w jego przekładzie archaizmy, neologizmy, bohemizmy i regionalizmy, pochodzący spod jego pióra tekst nawet dla współczesnego czytelnika wydaje się bardziej zrozumiały i klarowny, niż tłumaczenia ks. Tołoczki. Z całą pewnością zaś biorący udział w lekcji Ślązacy, słowa ks. Szersznika brać musieli za dobrą monetę. Jedynie w uszach galicyjskich uczniów przekład cieszyńskiego prefekta brzmieć mógł nieco osobliwie. Obecne w nim zapożyczenia, także przejmowane wprost z cieszyńskiej gwary, nawet u tych spośród nich, którzy pozostawali niewrażliwi na urodę ojczystego języka, wywoływać mogły poczucie dysonansu. W istocie też, jak sądzić można na podstawie przytoczonych wyżej notatek, polszczyzna utrwalona w piśmie przez ks. Leopolda Jana Szersznika, zwłaszcza w swojej warstwie leksykalnej, daleka była nie tylko od tej, jaką posługiwali się wykształceni mieszkańcy ówczesnej Rzeczypospolitej, ale i niekorzystnie wypadać musiała na tle polszczyzny, w jakiej swoje adresowane do cieszyńskiego ludu teksty pisali miejscowi pastorowie i księża, sami wszak świadomi niedoskonałości swoich językowych kompetencji. Na usprawiedliwienie Szersznika należy jednak dodać, iż w owym czasie ogólna, potoczna polszczyzna pozostawała jeszcze mocno naznaczona dialektyzmami i regionalizmami, które z łatwością pozwalały odróżnić mowę mieszkańców poszczególnych regionów historycznych ziem polskich i które przenikały także do języka pisanego, czego – według niektórych badaczy – dowodzić ma nawet… Mazurek Dąbrowskiego, ujawniający jakoby regionalizmy mające cechować język Józefa Wybickiego.

Wszystkie powyższe konstatacje każą się zastanowić, jakiż to właściwie język w odniesieniu do Leopolda J. Szersznika należy uznać za ojczysty? Traktując problem niezupeł­nie serio, można by odpowiedzieć, że łacinę. Taką informację podał przyjaciel i biograf cieszyńskiego prefekta, Johann Jacob Heinrich Czikann. Chciał on jednak tym stwierdzeniem podkreślić przywiązanie Leopolda J. Szersznika do języka łacińskiego, może też pośrednio scharakteryzować jego intelektualną i kulturalną formację, nie zaś zasugerować, iż język Cycerona był pierwszym, jaki cieszyński proboszcz poznał. Trudno sobie przecież wyobrazić, aby do dziecka uczącego się dopiero wymawiać pierwsze słowa jego najbliżsi na co dzień zwracali się po łacinie, nie jest też prawdopodobne, aby w tym języku kilkuletni Leopold porozumiewał się ze swoimi rówieśnikami, służbą, krewnymi etc. Należy raczej przyjąć, iż tak jak w przypadku większości mieszkańców ówczesnego Cieszyna, pierwszym kodem językowym, jakim się posługiwał, była cieszyńska gwara. I tutaj napotykamy na prawdziwą niespodziankę. Mamy oto do dyspozycji sporządzony ręką Leopolda J. Szersznika arcyciekawy, zawierający niemieckie tłumaczenia słowniczek gwary cieszyńskiej, obejmujący zestaw słów i zwrotów, jakimi posługiwano się w rozmowach z małymi dziećmi. Tym razem rzecz zapisana została nie w Miscellaneach, ale na odwrocie wypracowania jednego z uczniów cieszyńskiego gimnazjum, choć w samych Miscellaneach (sygn. DD V 36, s. 6) część spośród ujętych w słowniku wyrazów Szersznik także uwzględnił, nie zaopatrując ich jednak – z jednym wyjątkiem – w tłumaczenia (Tata. Mama. Čiočia. papač. Tutač. Bumbač. Lala. čiačiany. Hopač. Lulu. Nynač. Čiulač. Kakač. Ši Es brannt. Tanač. Hudač. Hulač. Kuba).

Fakt, iż tego rodzaju notatki Szersznik poczynił co najmniej dwukrotnie, wskazywać zdaje się, że nie powstały one przypadkowo, ale że stanowiły element jakiegoś szerszego zamysłu, którego istoty nigdy już najprawdopodobniej nie odkryjemy. Nie jest to zresztą najważniejsze. O wiele istotniejszy jest fakt, iż mamy do czynienia z najstarszym słownikiem gwary cieszyńskiej i to – z uwagi na zawartość – słownikiem zupełnie wyjątkowym.

Zanim się z nim zapoznamy, porównując słownictwo odnotowane przed dwoma stuleciami ze współcześnie używanym, uczynić winniśmy jeszcze jedną uwagę. Otóż jakkolwiek Leopold J. Szersznik nie władał bezbłędnie językiem polskim, miał świadomość, iż gwara cieszyńska jest odmianą polszczyzny i odnotowywane przez siebie słowa, jakkolwiek zaczerpnięte z gwary, nazywał polskimi. Prócz przywołanych wyżej notatek, w których określenie „polskie” odnosi się w wielu przypadkach do słów gwarowych, dowodzi tego również ujęty w Miszellanien wykaz roślin znajdujących się w ogrodzie ks. Szersznika, których nazwy odnotował on w trzech wersjach językowych: łacińskiej, niemieckiej i właśnie polskiej, w tej ostatniej grupie uwzględniając takie określenia, jak:  Jedla,  Swierczyna, Břzim, Dziwoki Kasstan, Modry Beß, Olssa, Liska, Czorny Topul, Krzewko Wirzba, Polno Grusska, Pluno Jabluń, Torka, Polno Trzessnia, Psi wino, Swientojonski Jagudki, Boruwki, Ostrzenznice, Citruna itd. O polskich nazwach, które zresztą nie w przypadku każdej rośliny zdołał przytoczyć, napisał zaś: Die polnischen hierorts gebräuchlichen Benennungen sind hie, und da beygefüget, wo ich sie erfahren habe (sygn. DD II 10, s. 5-7).

 

A oto już zapowiadany słownik, tutaj – dla ułatwienia poruszania się w jego treści – uszeregowany w porządku alfabetycznym i opatrzony przekładem na ogólny język polski:

Bacać Schlagen uderzyć
Be, Bekany Garstig brzydki
Bu Kalt zimno
Buba v[el]. Bubok Gespenst straszydło
Buby Läuse wszy
Buchnuć fallen upaść
Bumbać Trinken pić
Ciaciany Schön ładny
Ciocia Muhme ciotka
Cipci Hühnel kurka, kurczak
Ćiućia ein Hund pies
Ciucie schön ładnie, dobrze
E Gut dobrze
Fe verbrennt parzyć
Haba Brod chleb
Hacy Mantel płaszcz
Hajac Streicheln, liebkosen gładzić, pieścić
Halu Geld pieniądze (monety)
Hele Kühe oder Muh krowy lub muczeć
Hety Pferde konie
Hetać Fahren jechać
Hopać Hüpfen skakać
Hula Wiege kołyska
Hulacz Wiegen kołysać, huśtać
Hussiać schaukeln huśtać się
Japťio Apfel jabłko
Kossiać frohlocken cieszyć się, klaskać
Kululu ein Rad koło
Kutzia Katze kot
Lala Jede Person ktoś (każda osoba)
Liwa Gans gęś
Lulu Nüße orzechy
Mama Mutter matka
Mee Schaf owca
Mlimli Milch mleko
Nunia Messer nóż?
Nussie Schweine świnie
nynać Schlafen spać
Papać Eßen jeść, jedzenie
Pobekac sich beflecken pobrudzić się
Popa Mütze czapka
Ptapta Vogel ptak
Si Heiß gorące, parzy
Siupać Sitzen siedzieć
Tanać Tanzen tańczyć
Tata Vater ojciec
Tutać Trinken pić
Uja Vetter wuj, dorosły krewny
Wawa Es thut wehe boleć

 

Krzysztof Szelong

 


*Niniejszy tekst stanowi zmienioną wersję artykułu pt. Lingwistyczne igraszki ks. Leopolda Jana Szersznika, „Dziedzictwo”, 1997, nr 3, dodatek historyczny, s. V-VII.