Henryk Jasiczek a polska irredenta na Zaolziu w 1945

2 marca 2019 r. minęła setna rocznica urodzin Henryka Jasiczka najwybitniejszego zaolziańskiego poety, przez wielu uznawanego za sumienie Zaolzia, którego biografia na równi z twórczością odzwierciedlać zdaje się tragiczne losy tej ziemi.

Jego społeczna i polityczna aktywność, przerwana w okresie „normalizacji” całkowitym i – jak się miało okazać – dożywotnim już wykluczeniem z życia publicznego, tak w Czechosłowacji, jak i w PRL-u, jest powszechnie znana. Wyjątkiem jest niezwykle interesujący epizod z 1945 r., który umykał dotąd uwadze historyków i biografistów, a który ilustruje dramatyzm sytuacji, w jakiej znaleźli się wówczas zaolziańscy Polacy.

 

Plakat wydany przez Komitet Zaolziański w Cieszynie

Po zakończeniu wojny spór o przebieg polsko-czechosłowackiej granicy na Śląsku Cieszyńskim rozgorzał na nowo. W lipcu 1945 r. do Cieszyna przybyła zakonspirowana grupa Ministerstwa Spraw Zagranicznych z Warszawy, prawdopodobnie podległa zarazem strukturom bezpieczeństwa wojskowego, której zadaniem było przygotowanie irredenty na Zaolziu i – w dogodnych warunkach – przejęcie tego obszaru. Na czele grupy, działającej pod bezpośrednim nadzorem Jakuba Bermana, stał mjr Stanisław Mazurek, w Cieszynie posługujący się pseudonimem Stanisław Kwiatkowski. Jak odnotował  po latach jeden z członków grupy, urodzony w Łyżbicach na Zaolziu Stanisław Mrowczyk, „Komórka miała za zadanie przeciwdziałać antypolskiej działalności Czechów. Do jej zadań należało też przygotowanie rychłego zajęcia Zaolzia: przygotowanie bezawaryjnego przejęcia przemysłu, zorganizowanie odpowiedniej siatki czy organizacji, która weźmie udział w przejęciu Zaolzia, zorganizowanie, o ile to się uda, rady narodowej — zalążka przyszłej administracji, prowadzenie akcji propagandowej przez dystrybucję na Zaolziu ulotek antyczeskich oraz ewentualnie wydanie „podziemnej” gazetki. Jednym z zadań było objęcie nadzorem działalności różnego rodzaju ruchów społecznych polskich, działających w sprawie objęcia Zaolzia.”

Mazurek, już od lipca utrzymujący stały kontakt z liderami polskiej społeczności na Zaolziu, zaangażował się m.in. w wyłonienie reprezentacji zaolziańskich Polaków, która swoim autorytetem mogłaby firmować prowadzone na pograniczu działania, we właściwym momencie przejmując kontrolę nad spornym obszarem. W tym, celu 6 września 1945 r. w Cieszynie zwołano zebranie konstytuujące Rady Narodowej Śląska Zaolziańskiego, do której składu – zachowując pozory demokracji – zaproszono przedstawicieli działających na Zaolziu stronnictw politycznych, związków zawodowych, ruchu spółdzielczego oraz kościołów katolickiego i ewangelicko-augsburskiego. W rzeczywistości ciało to, o którego dalszej aktywności niczego nie wiadomo, miało wyłącznie dekoracyjny charakter, a koordynacją działań w praktyce zajmować miał się Komitet Zaolziański, stanowiący – nominalnie – organ wykonawczy Rady Narodowej Śląska Zaolziańskiego. W jego składzie znalazł się jednak tylko jeden przedstawiciel Rady, a mianowicie inż. Karol Musioł, związany z działającą od 1943 r. w konspiracji Radą Obrony Śląska Zaolziańskiego w Krakowie i przez komunistyczny aparat traktowany nieufnie z uwagi na swoje kontakty w środowiskach niepodległościowych. Poza Musiołem do Komitetu weszli wyłącznie członkowie grupy Mazurka vel Kwiatkowskiego, w tym również wspomniany wyżej Stanisław Mrowczyk, wtedy występujący pod fałszywym nazwiskiem Łyzbicki. Utworzenie zarówno Rady Narodowej, jak i Komitetu stanowiło ścisłe wypełnienie postanowień, jakie zapadły ledwie dwa dni wcześniej podczas dwóch narad z ministrem spraw zagranicznych Wincentym Rzymowskim, Jakubem Bermana, wówczas drugim wiceministrem spraw zagranicznych oraz Wiesławem Sobierajskim, naczelnikiem Wydziału Południowo-Wschodniego MSZ.

 

Jakkolwiek działania prowadzone przez członków grupy Mazurka były głęboko zakonspirowane, a po zakończeniu jej misji w kwietniu 1947 r. aż do lat dziewięćdziesiątych XX w. pozostawały okryte ścisłą tajemnicą, w Książnicy Cieszyńskiej zachował się protokół z inauguracyjnego posiedzenia Rady Narodowej, a także wiele innych dokumentów związanych z akcją zaolziańską, w tym również protokół z narady w MSZ, podczas której podjęto decyzję o powołaniu Rady. Przetrwały one w znajdującym się tu, a słabo dotąd przez historyków spenetrowanym archiwum Polskiego Związku Zachodniego, zawierającym wielką obfitość źródeł obrazujących sytuację Polaków na Zaolziu po II wojnie światowej, a także dokumentujących starania mające w tym okresie doprowadzić do ponownego włączenia Zaolzia w granice Polski. Materiały te znaleźć można w wiązce nr 30 zespołu Archiwalia Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego.

Zachowany w postaci maszynopisu protokół informuje nie tylko o przebiegu posiedzenia, którego moderatorem był sam mjr S. Mazurek, ale zawiera też listę jego uczestników, a wreszcie – skład oficjalnie wtedy powołanej Rady Narodowej Śląska Zaolziańskiego. Wśród wielu mniej i bardziej znanych postaci, obecnych na obu listach, zaskakuje zwłaszcza jedno nazwisko, a mianowicie…. Henryka Jasiczka, który w owym czasie pełnił przecież bardzo eksponowaną rolę w znajdującej się pod kontrolą Czechosłowacji części Śląska Cieszyńskiego, będąc sekretarzem Komitetu Powiatowego Komunistycznej Partii Czechosłowacji oraz redaktorem naczelnym „Głosu Ludu”, jedynego wówczas pisma polskiego wydawanego na Zaolziu. Podczas obrad sam Jasiczek tak opisał swoją sytuację: „Polacy zarzucają, że [w Głosie Ludu”] prowadzą robotę czeską, a Czesi, że są faszystami polskimi.”. Dodał też, że „Rada Narodowa ma wielkie zadanie do spełnienia – wywalczenie Zaolzia”.

 

Udział Henryka Jasiczka w działaniach organizowanych przez tajne służby komunistycznej Polski może na pierwszy rzut oka zaskakiwać. Nie on jeden gotów był jednak w sprawie Zaolzia podjąć współpracę z nowymi – ludowymi – władzami Polski. W owym czasie nie wzdragali się przed nią nie tylko ideowi komuniści, do których zaliczał się Jasiczek,  ale nawet narodowcy, czy piłsudczycy o wyrobionej już przed wojną pozycji. Różnice polityczne schodziły na plan drugi wobec kluczowej z perspektywy wielu Ślązaków cieszyńskich kwestii przynależności Zaolzia, a ta pozostawała wtedy jeszcze otwarta, rządzący zaś w Polsce komuniści, legitymizując się w oczach opinii publicznej, stawiali ją bardzo twardo. Przychodziło im to zresztą o tyle łatwo, że Czechosłowacja ciągle jeszcze pozostawała państwem demokratycznym. Sytuację zmienił dopiero komunistyczny przewrót w lutym 1948 r., po którym południowy sąsiad Polski dołączył do karnego szeregu satelitów Moskwy, a polscy komuniści nie tylko  definitywnie zrezygnowali z myśli o rewindykacji Zaolzia, ale z czasem zaczęli udzielać władzom czechosłowackim wsparcia w zwalczaniu jakichkolwiek emancypacyjnych aspiracji przejawianych przez społeczność polską na Zaolziu.

Na życzliwość polskich komunistów nie mógł liczyć nawet Henryk Jasiczek, który po zdławieniu Praskiej Wiosny otrzymał zakaz wjazdu do Polski, a jego twórczość obłożona została tu zapisem cenzorskim. Ani jednak doświadczenia związane z kolejnym przegranym sporem o Zaolzie, ani tym bardziej niełaska, w jaką  popadł po 1968 r., nie zachwiały jego patriotyzmem i wiarą w Polskę. Dobitnie dał temu wyraz w napisanym już w okresie Husakowskiej „normalizacji” wierszu, który dopiero niedawno opublikowany został przez Libora Martinka:

[…]
Cóż mi granica! Mam Polskę w sercu,
ledwie je nie rozsadzi.

Mam Polskę w sercu białoczerwoną,
łopoce, grzeje jak płomień,
a kiedy serce przestanie boleć –
ona upomni się o mnie.

Krzysztof Szelong