Policjant historykiem

W piątek, 9 marca w Książnicy Cieszyńskiej odbyło się spotkanie promocyjne z komisarzem Jackiem Stelmachem, komendantem Komisariatu Policji w Skoczowie i autorem książki wydanej pod koniec 2011 r., „Historia pewnego medalu – metodą śledczą. Walecznym Śląsk 1919”. Spotkanie rozpoczął dr Tadeusz Kania, jeden z recenzentów książki, który zarekomendował ją czytelnikom zainteresowanym historią Śląska, podkreślając zarówno walory naukowe pracy J. Stelmacha, jak i jej ujawniającą się niemal na każdej stronie książki pasję autora, mogącą stanowić inspirację dla wszystkich poszukujących ambitniejszych wzorców spędzania wolnego czasu. Sam autor swoją bogato ilustrowaną prezentację poświęcił naświetleniu okoliczności, w jakich przypadkowy w istocie zakup medalu zaowocował studiami nad historią odznaczenia wybitego dla uczczenia uczestników wojny polsko-czeskie, a ostatecznie – obszerną książką. Jak podkreślał, jego kwerendy były przede wszystkim okazją do dobrej zabawy, realizacją hobby, a dopiero z czasem, gdy gromadzony materiał pęczniał, zrodził się pomysł, aby rezultaty badać utrwalić w formie książki i podzielić się nimi z zainteresowanymi problematyką falerystyczną.

Komisarz Jacek Stelmach jest komendantem Komisariatu Policji w Skoczowie i pasjonatem. Kolekcjonuje zabytkowe odznaczenia i odznaki oraz dokumenty, na podstawie których były one nadawane. Gdy 17 lipca 2010 r. jego kolekcja wzbogaciła się o krzyż „Za obronę Śląska”, nie tylko postanowił zgłębić jego historię, ale i sprawdzić czy medal, którego stał się właścicielem, jest aby na pewno… oryginałem. Nie dysponując fachowym przygotowaniem do badań historycznych, w swoich poszukiwaniach odwołał się to metod najlepiej sobie znanych, a mianowicie… kryminalistycznych; podjął regularne śledztwo. Zakończyło się one już po roku, przynosząc w rezultacie nie tylko ustalenie „prawdy materialnej”, ale i obszerną, liczącą sobie niemal 250 stron książkę, w której kom. Jacek Stelmach szczegółowo opisał przebieg swoich badań i podzielił się ich wynikami.

Książka, wydana pod koniec 2011 r., nosi tytuł Historia pewnego „medalu” – metodą śledczą. „Walecznym Śląsk 1919” i stanowiąc absolutny ewenement w dziejach cieszyńskiej literatury regionalnej, za niezwykłą i wyjątkową może zostać uznana także na tle całokształtu, choćby i amatorskiego piśmiennictwa historycznego. Zawiera bowiem nie tylko informacje dotyczące samego przedmiotu badań, a więc historii medalu, okoliczności jego ustanowienia i nadawania, a także losów konkretnego, znajdującego się w posiadaniu autora egzemplarza, ale przede wszystkim rekonstruuje przebieg procesu badawczego, czy – ściślej rzecz ujmując – przeprowadzonego przez autora dochodzenia. Dzień po dniu, godzina po godzinie…

Relacje medialne:
Spotkanie z Jackiem Stlmachem
Książka Jacka Stelmacha ewenementem…
Spotkanie z komendantem-pisarzem

 

 

Jacek Stelmach: Historia pewnego „medalu” – metodą śledczą. „Walecznym Śląsk 1919”, Cieszyn 2011 (fragmenty):

03.08.2010 r.

Tego dnia, jak ustaliłem w Muzeum w Cieszynie, miała być w pracy pierwszego dnia po urlopie Pani Irena French. Czekałem blisko godzinę, siedząc na drewnianej ławeczce dziedzińca Muzeum, zanim skończyła oprowadzać kilka starszych pań […] Kiedy w końcu dokonałem „obywatelskiego ujęcia” na dziedzińcu Muzeum Pani Ireny, wykorzystałem ten fakt do tego, by w kilku słowach przedstawić się i zaciekawić ją moim tematem. Oczywiście poinformowałem ją o moich długich oczekiwaniach na jej osobę i ciągnącym się mi, jej urlopie. Pani Irena – młoda sympatyczna osoba, wykazała wręcz anielską cierpliwość wobec mojej osoby. Zabrała mnie do miejsca swojej pracy na I piętro Muzeum i tam w arcymuzealnych warunkach pokazała mi dwie okrągłe odznaki […]. Do jednej z odznak była dołączona legitymacja o nr 4841, wydana na nazwisko Józefa Kufla. Pierwsza z odznak miała adekwatny do tej legitymacji numer 4841. Druga odznaka posiadała nr 5410. Do niej Muzeum nie posiadało legitymacji. Obie odznaki wyposażone były w gwintowane „skrętki” opatrzone napisem J. Knedler. Muzeum dysponowało dodatkową, można powiedzieć „zapasową” skrętką, do której nie było jednak odznaki. Byłem w szoku, i stałem jak wryty (innymi słowy wstrząsnęło mną do głębi), gdy Pani Irena powiedziała mi, że jej Muzeum nie posiada w swoich zbiorach Krzyża I i II. Klasy. Co więcej usłyszałem, że nigdy takich odznak do niego nikt nie przekazał. Stało to w sprzeczności z informacjami, jakie ja poosiadałem, a z których wynikało jednoznacznie, iż specjalnie dla dwóch muzeów tj. w Cieszynie i w Krakowie wykonano dodatkowe egzemplarze wspomnianych odznak. Pani Irena była zachwycona „moim Krzyżem”. Pomogła mi również w znaczący sposób, wyrażając zgodę na wykonanie fotografii interesujących mnie „okrągłych” odznak oraz legitymacji Józefa Kufla.

[…]

8.11.2010 r.

Moje pisanie, często z powodu obowiązków służbowych, odbywało się w trakcie trwania urlopów, które w części poświęcałem na „sklecenie” kilku zdań, czy rozdziałów. Tak więc również mój pięciodniowy urlop listopadowy, który udało mi się nieco wydłużyć dzięki obłożeniu go z „obu stron” zaległymi dniami wolnymi, wykorzystałem do poprawiania notatek oraz uzupełniania widocznych w nich braków.

Tego dnia, korzystając z informacji uzyskanych od Pani Haliny Szotek, udałem się do Czeskiego Cieszyna, aby tam odnaleźć Jana Szymika. Rozpocząłem od ulicy Wiaduktowej, gdzie miał zgodnie z moimi informacjami mieszkać. Niestety, nie znalazłem tam interesującego mnie numeru, gdyż był zbyt wysoki i najzwyczajniej na świecie nie istniał. Nachodziłem się przy tym okrutnie, co zresztą prawdopodobnie przysłuży się mojemu zdrowiu. Postanowiłem zatem skorzystać z numeru telefonu, który miał być bezpośrednim kontaktem z Panem Janem Szymikiem. O dziwo, dodzwoniłem się bezpośrednio do Zarządu Głównego Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czeskim Cieszynie (ul. Strzelnicza 28, tel. 00420 606764155). Takich telefonów nieco unikałem, bo nam Polakom w Czechach karty telefoniczne kończą się w zawrotnym tempie. Koszt rozmowy sięga trzech złotych za minutę. Ale cóż było robić! Po ustaleniu adresu ZG PZKO udałem się na ul. Strzelniczą 28, gdzie w sekretariacie uprzejma młoda pani dała mi namiar na Iwonę Guńkę – obecną Panią Prezes Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Stonawie, oraz Panią Henrykę Żabińską, która wcześniej pełniła tę zaszczytną funkcję. Dowiedziałem się wtedy również, iż w Czeskim Cieszynie znajduje się siedziba Kongresu Polaków (ale ze mnie społeczny analfabeta, żeby takich rzeczy nie wiedzieć!). Człowieka, który był prezesem również miałem na swojej liście. Postanowiłem się tam udać, aby poznać Pana Józefa Szymeczka. Spotkałem go, gdy właśnie wychodził z budynku i umówiłem się z nim na godzinę 12.30.

Aby nie tracić czasu, usiadłem w samochodzie i zacząłem się bawić telefonem. Znaczy, najpierw zadzwoniłem do Pani Henryki Żabińskiej – wspomnianej „wycieczkowiczki” do „Fałatówki”. Oczywiście, gdy rozmowy są drogie, nigdy nie dodzwaniam się za pierwszym razem. Osoba, która odebrała (prawdopodobnie mąż), poinformowała mnie, iż Henryka Żabińska jest u okulisty w Czeskim Cieszynie. Ucieszyłem się jak dziecko. Może ją tu złapię i po kłopocie. Ale rzecz jasna „kobitki” nie odbierają z reguły telefonów i tak też stało się w tym przypadku. OK. Nie wkurzać wilka! Ten wilk, a może wilczek? -to właśnie ja. Wobec powyższego wykręciłem telefon do Iwony Guńki – obecnej Prezes PZKO Stonawa. I wreszcie pierwsza kobieta, która odbiera telefony. Znaczy, żeby nie było tak różowo, telefon odebrał mężczyzna, ale podał jej słuchawkę. Zapytałem o Olbrachcice i ewentualną znajomość postaci Juliana Fałata oraz związek z tym terenem. Niestety, nie umiała mi nic powiedzieć, wobec czego maksymalnie ograniczyłem długość wypowiedzi przez telefon i zakończyłem rozmowę. W sekundę później już na mnie „siedziała” Pani Henryka Żabińska, która najzwyczajniej w świecie, nie wiedząc nic o kosztach rozmów zagranicznych (gadałem z komórki i to działającej w polskiej sieci), lub o to nie dbając, zadzwoniła do mnie. Była przesympatyczna, ale efekt ten sam. Zero wiadomości o Fałacie i jego udziale w walkach. Już teraz nie pamiętam, ale któraś z nich powiedziała mi, że jakieś wiadomości może posiadać dr Stanisław Zahradnik – historyk. No „szał pędzla”! Ośmiornica mi się z tego wszystkiego zaczęła robić, znaczy taka struktura, która zwykle pączkuje jak mafia w każdym kierunku.

Co było robić, wróciłem do Zarządu Głównego Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czeskim Cieszynie i ustaliłem numer telefonu do owego doktora Stanisława Zahradnika. A wszystko po to, aby nie mieć wyrzutów sumienia, że czegoś nie dopatrzyłem, no i wiecie, ogólnie żeby być względem siebie w porządku. Żeby nie było, że zbyłem ten temat, kiedy tylko zasiliłem swoje konto telefoniczne, wykonałem telefon do Pana Stanisława Zahradnika. Miałem szczęście, a może była to normalna rzecz, bo jak każdy facet, był po prostu pod telefonem. Być może jest tak, że „kobitki” tych telefonów po prostu przy sobie nie noszą. Pokrótce przedstawiłem mu temat, który był przedmiotem moich zainteresowań, a następnie zadałem mu pytanie odnośnie Juliana Fałata. Jak stwierdził Pan Stanisław „trochę” się interesował tym tematem, ale co ciekawe, nigdy nie natrafił na to nazwisko. Z ciekawości zapytałem, czy pod tymi Olbrachcicami (dzisiejsze Albrechtice) były jakieś poważniejsze starcia. Pan Stanisław odparł, że nie było tutaj rozleglej szych działań. Główne walki toczyły się w innych miejscach. To przekonało mnie do stwierdzenia, że mało prawdopodobne było, żeby pod tymi Olbrachcicami był Julian Fałat. Nie pasowała do tego ani kwestia wykonywania tam „malunków”, ani ewentualnej walki z bronią w ręku, ale to głównie z uwagi na wiek malarza.

W Zarządzie Głównym PZKO w Czeskim Cieszynie trafiłem do archiwum. Tam poznałem Pana Mariana Steffka, który również był zatrudniony w archiwum Kongresu Polaków. Obiecał on przygotować dla mnie kilka pozycji książkowych o tym sporze granicznym. Wspomniałem mu wcześniej o umówionym spotkaniu z Józefem Szymeczkiem Prezesem Kongresu. Od Mariana Steffka dowiedziałem się, że w Książnicy Cieszyńskiej w Państwowym Archiwum (Oddział w Cieszynie), powinien znajdować się wykaz ludzi, którzy zginęli w trakcie trwania wojny w 1919 roku. Informacja bardzo przydatna!

[…]

Kolejnym krokiem tego dnia było udanie się o godzinie 12.30 do Kongresu Polaków na spotkanie z Prezesem Józefem Szymeczkiem. Pana Prezesa minąłem ponownie na schodach, gdy udawał się na obiad. Jak mnie poinformował, na miejscu został pracownik, który przygotował już dla mnie pewne materiały. Po wejściu do sekretariatu Prezesa podszedł do mnie sympatyczny młody człowiek, który zaprowadził mnie do gabinetu Prezesa, gdzie zresztą i on sam pracował. Tam udostępnił mi kilka książek, z którymi zapoznałem się na miejscu. Pierwszą z nich pt. „Bitwa pod Skoczowem. 28-30 stycznia 1919 roku. Geneza, przebieg, skutki”, napisał ją w 1999 roku Wojciech Janik. W książce tej nie znalazłem jednak wzmianek dotyczących Juliana Fałata, chociaż autor w dużej mierze oparł się o wcześniejsze publikacje dotyczące wojny czesko- polskiej. Drugą pozycją była książka pt. „Stonawa pamięta 1919-1999″, wydana staraniem doc. dr. Jana Pyszki z Bazylei. Trzecią natomiast pozycją była książka Jerzego Szczurka pt. „Z Wielkich Dni Śląska Cieszyńskiego. IV. Pułk Piechoty Ziemi Cieszyńskiej”. Wszystkie te książki warte były przeczytania i tak też po ich wypożyczeniu, w pierwszej wolnej chwili zrobiłem. W żadnej z nich, nie znalazłem jednak śladów Juliana Fałata. Na tym wizytę w Kongresie Polaków zakończyłem, ciesząc się głównie z poznania pracujących tam ludzi, bo konkretnej wiedzy odnośnie Juliana Fałata, niestety nie zdobyłem.”